André Kertész – Poeta codzienności
Skromny chłopak z wielkim okiem
André Kertész to postać fundamentalna w historii fotografii XX wieku. Jego prace inspirowały i wciąż inspirują kolejne pokolenia artystów, choć sam często pozostawał w cieniu wielkich nazwisk. Wpłynął na rozwój fotografii ulicznej i fotoeseju, tworząc język obrazu, który mimo prostoty mówi o wiele więcej niż słowa.
Z giełdy do ciemni
Urodzony jako Andor Kertész w rodzinie żydowskich mieszczan, młody Bandi dorastał w Budapeszcie w atmosferze sztuki i literatury. Po śmierci ojca trafił pod opiekę wuja i zaczął uczyć się handlu — choć niewiele w nim było pasji do liczb. W 1912 kupił swój pierwszy aparat ICA i… całe życie zmieniło się w jednej chwili.
Podczas I wojny światowej, jako żołnierz armii austro-węgierskiej, fotografował obozowe życie i towarzyszy broni. Wielu tych zdjęć nie zachowało się, ale np. „Underwater Swimmer” z 1917 roku przetrwało — to zapowiedź jego wrażliwości i wyjątkowego oka. Po wojnie wrócił do pracy na giełdzie, lecz fotografia coraz bardziej wciągała. W 1925, po pierwszych sukcesach w węgierskich magazynach, wyjechał do Paryża.

W Paryżu każdy marzy, a Kertész kadruje
Jesienią 1925 roku Kertész pojawił się w Paryżu. Przyjął francusko brzmiące imię André i rozpoczął współpracę z magazynami Vu, Le Matin czy Frankfurter Illustrierte.
W 1927 miał swoją pierwszą indywidualną wystawę w Galerii „Au Sacre du Printemps” — pierwszą taką w Paryżu poświęconą tylko fotografii. To wtedy kupił swoją pierwszą Leicę i stał się pionierem nowej estetyki, opartej na mobilności i spontaniczności.

Kertész kochał eksperymentować. Jego „Distortions” z 1933 roku — seria ponad 200 zdjęć modelek sfotografowanych w zaburzających lustrach — to dowód, że jego kreatywność nie znała granic.
Paryż to również czas przyjaźni z Pietem Mondrianem czy Fernandem Légerem, a także publikacji książek, takich jak „Enfants” (1933), „Paris” (1934) czy „Les Cathédrales du vin” (1937).
New York, New York – wielkie gorzkie jabłko
W 1936 roku, tuż przed wybuchem wojny, André i jego żona Elizabeth wyjechali do Nowego Jorku. Sądził, że w Ameryce znajdzie więcej wolności i uznania — rzeczywistość była jednak bardziej gorzka.
Początki w agencji Keystone były frustrujące: brak zrozumienia dla jego poetyckiego stylu, praca w studio, czasem przypisywanie zdjęć innym. Jego delikatna, humanistyczna fotografia kontrastowała z komercyjnymi oczekiwaniami rynku.
W 1945 rozpoczął długoletnią współpracę z House & Garden, co zapewniło mu finansową stabilność, ale wciąż czuł się artystycznie ograniczony.
Świat docenił, a jego gwiazda rozbłysła
W 1962, po zakończeniu współpracy z magazynami, Kertész wreszcie wrócił do „swojej” fotografii. Wystawy w Wenecji (1963), Nowym Jorku (MoMA, 1964), a także w Paryżu i Tokio przyniosły mu spóźnione uznanie.
W latach 70. i 80. podróżował, wystawiał i wreszcie zbierał nagrody. Otrzymał m.in. stypendium Guggenheima, francuską Legię Honorową, honorowe doktoraty, a także tytuły nadawane przez kluby i instytucje fotograficzne na całym świecie.
Polaroid podarował mu w 1979 aparat SX-70 — nawet w podeszłym wieku Kertész z pasją eksperymentował z natychmiastowym obrazem.
Niech żyje krzywy widelec! O stylu, który zmienił wszystko
Styl Kertésza był jak poetycka opowieść: subtelny, pełen ciszy i przestrzeni. Uchwycił codzienność w taki sposób, że banalne przedmioty (np. widelec z 1928 roku) nabierały nowego, symbolicznego wymiaru.
W jego kadrach ważny był rytm, geometria i gra światła. Nie polował na sensację — wolał cichy gest, spojrzenie przez okno, odbicie w kałuży. Był pionierem fotografii 35 mm i w pewnym sensie duchowym ojcem fotografii ulicznej.
Zdobył serca, inspiruje do dzisiaj
Kertész często czuł się niedoceniony. Sam mówił: „Jestem stale niezrozumiany”. Tymczasem to właśnie on zainspirował Cartier-Bressona, Brassaïa czy Erwitta.
Po śmierci w 1985 roku jego prace doczekały się ogromnej liczby wystaw i albumów. W 2002 roku jedno z jego zdjęć znalazło się na amerykańskim znaczku pocztowym, a jego nazwisko wpisano do Międzynarodowej Fotograficznej Galerii Sław.
Dziś, gdy patrzymy na jego fotografie, widzimy czułość wobec świata i ludzi. To, co dla innych było tylko chwilą, dla Kertésza stawało się wiecznością.
Comments are closed.